Ryszard Woźniakobraz jest myślą, myśl jest obrazem

Pedagogika artystyczna, czyli jak uczyć malarstwa, nie kasując cudzego pomysłu

Korekta, pracownia, seminarium dyplomowe i ocena, której nie da się sprowadzić do punktów. Uwagi z praktyki, także te niewygodne.

Korekta jest rozmową, a nie wyrokiem

Największy problem w nauczaniu malarstwa polega na tym, że prowadzący widzi obraz, który sam by namalował, i mimowolnie do niego prowadzi. Student wykonuje polecenia, praca robi się poprawniejsza i jednocześnie przestaje być jego. Efekt bywa opłakany, bo po dyplomie taka osoba nie ma własnego kryterium i czeka, aż ktoś powie, co dalej. Dlatego korektę zaczynam od pytania, a nie od diagnozy: co chciałeś tu osiągnąć i co ci nie wychodzi. Bardzo często okazuje się, że problem, który widzę z zewnątrz, w ogóle nie jest problemem dla autora, a prawdziwe pęknięcie leży gdzie indziej. Dopiero gdy cel jest nazwany, można sensownie rozmawiać o środkach. Wtedy uwaga techniczna przestaje być narzuceniem gustu, a staje się informacją.

Druga sprawa dotyczy proporcji między krytyką a wskazaniem. Powiedzenie, że coś nie działa, jest łatwe i nic nie kosztuje, natomiast pokazanie trzech możliwych wyjść wymaga wysiłku. Prowadzący, który tylko wytyka, buduje w grupie atmosferę lęku, a lęk zabija eksperyment szybciej niż brak talentu. Widziałem roczniki, w których nikt nie próbował niczego ryzykownego, bo wszyscy nauczyli się, że bezpieczniej jest oddać rzecz poprawną. To jest realna strata, ponieważ ryzyko podjęte na studiach kosztuje najmniej i nigdy później nie będzie tak taniego momentu na błąd. Korekta powinna zostawiać student z większą liczbą opcji, niż miał przed rozmową, nie z mniejszą. Jeśli po korekcie ktoś wie już dokładnie, co zrobić, prawdopodobnie zrobiono mu ją źle.

Rytm zajęć i to, co realnie zostaje po semestrze

Semestr wygląda z pozoru na dużo czasu, w praktyce daje kilkanaście spotkań i jeden przegląd. Rozsądny podział to mniej więcej jedna trzecia na ćwiczenia zamknięte, jedna trzecia na pracę własną i jedna trzecia na wspólne oglądanie oraz omawianie. Ćwiczenia zamknięte mają sens, jeśli mają wąskie ograniczenie, na przykład trzy kolory, jeden format i pięć godzin. Ograniczenie działa lepiej niż wolność, bo zmusza do decyzji zamiast do wyboru z nieskończonego zestawu możliwości. Praca własna wymaga natomiast konsekwencji w pilnowaniu terminów, inaczej wszystko zbierze się w ostatnim tygodniu i nikt niczego się nie nauczy. Wspólne oglądanie jest częścią najczęściej skracaną i najbardziej wartościową, ponieważ studenci uczą się patrzeć na cudze prace i formułować sądy. Umiejętność mówienia o obrazie przekłada się bezpośrednio na umiejętność jego malowania.

Warto od początku wymagać, żeby każdy potrafił opisać własną pracę w trzech zdaniach bez używania słowa emocje. To ćwiczenie brzmi drobno, a odsłania natychmiast, kto ma pomysł, a kto liczy na to, że widz sam sobie coś dopowie. Po dyplomie te trzy zdania zamieniają się w opis do portfolio, w zgłoszenie na rezydencję i w rozmowę z galerzystą. Uczelnia, która tego nie ćwiczy, wypuszcza absolwentów bezradnych wobec każdego formularza. Nie chodzi o produkowanie sprawnych autopromotorów, tylko o to, żeby praca miała szansę zostać zobaczona. Świat sztuki działa na tekstach, zgłoszeniach i terminach, czy się to komuś podoba, czy nie. Można to ignorować, ale wtedy trzeba mieć świadomość ceny.

Najczęstsze błędy prowadzących

  • Korekta wygłaszana przy całej grupie w sposób, który upokarza. Publiczne omawianie ma sens, ale musi dotyczyć pracy, a nie osoby, i nie może być pierwszą reakcją na nieudany obraz.
  • Ocena wystawiana za efekt końcowy, bez uwzględnienia drogi. Student, który zaczynał od zera i przeszedł ogromny dystans, zasługuje na inne kryterium niż ktoś, kto przyszedł z gotowym warsztatem i nie ruszył się przez semestr.
  • Wymaganie stylu. Styl na studiach jest zwykle przedwczesny i zamyka rozwój, bo utrwala pierwsze przypadkowe rozwiązania jako tożsamość artystyczną.
  • Milczenie o pieniądzach. Nikt nie mówi studentom, ile kosztuje pracownia, ubezpieczenie prac, transport na wystawę czy porządna dokumentacja fotograficzna. Potem to uderza w nich w pierwszym roku po dyplomie.

Do listy dopisałbym jeszcze jedno, choć wchodzi w obszar drażliwy. Prowadzący, który przez lata nie pokazuje własnych prac, powoli traci prawo do mówienia o ryzyku wystawiania się. Nie znaczy to, że każdy pedagog musi mieć aktywną karierę wystawienniczą, bo są znakomici dydaktycy o skromnym dorobku. Znaczy tylko, że wiedza o tym, jak to jest stanąć przed publicznością, powinna być świeża, a nie wspominana. Studenci wyczuwają tę różnicę bardzo szybko i różnie na nią reagują. Sam staram się trzymać obie role równolegle, choć bywa to organizacyjnie męczące. Więcej o warsztatowej stronie tej pracy napisałem w części o malarstwie.

Seminarium dyplomowe i część pisemna

Część pisemna dyplomu bywa traktowana jak formalność do odbębnienia i to jest zmarnowana szansa. Dobrze poprowadzona praca teoretyczna zmusza autora do nazwania własnych decyzji, a nazwanie zmienia praktykę. Problem polega na tym, że studenci kierunków artystycznych rzadko mają wprawę w pisaniu i wpadają w jeden z dwóch trybów: albo produkują pseudonaukowy żargon, albo piszą dziennik emocji. Wyjście z tego jest proste i wymaga tylko konsekwencji, mianowicie każdy akapit ma zawierać jedną konkretną obserwację i jej uzasadnienie. Kiedy student nie potrafi wskazać obserwacji, akapit wypada. Po takim przesianiu z trzydziestu stron zostaje dziesięć i te dziesięć jest warte czytania. Praktyczne wskazówki na temat samego pisania zebrałem w części teksty o sztuce.

Ostatnia uwaga dotyczy obrony i tego, co dzieje się z pracami potem. Wielu absolwentów zostawia dyplomy w magazynie uczelni albo u rodziców i po kilku latach obrazy są zniszczone. Płótna zwinięte malowaną stroną do środka pękają, a przechowywane w wilgotnej piwnicy dostają pleśni w ciągu jednej zimy. Warto poświęcić jedne zajęcia na przechowywanie, transport i dokumentację, bo to wiedza użyteczna przez całe życie zawodowe. Zdjęcia prac zrobione porządnie zaraz po dyplomie, przy równym świetle i z wzorcem barwnym, zaoszczędzą później mnóstwo kłopotów. O tym, jak takie prace potem pokazywać i oprawiać, piszę w galerii obrazów. Punkt wyjścia dla pozostałych wątków znajdziesz na stronie głównej.